Author Topic: Opowiadania z eventu (25.11.13)  (Read 1588 times)

Artur

  • Moderator
  • *
  • Posts: 358
  • Rec's: -25
Opowiadania z eventu (25.11.13)
« on: December 02, 2013, 02:24:45 PM »
Autor: Heretic

1/3

Legowisko bestii

Do portu Kucereus Base przybył statek powietrzny. Z pokładu wyszła szóstka z gildii Aniołów Śmierci: Jenova - złotowłosa elfka - przywódczyni gildii, Rion - mroczny elf, jeden z kapitanów oddziału, łucznik i tancerz ostrzy, Verdish siostra Riona, czarodziejka, Adelaide narzeczona Riona i Coronius - ludzie zajmujący się uzdrawianiem ran odniesionych w bitwie oraz Melodia elfka będąca magiem bitewnym walcząca żywiołem wody.
 Wokół panowała cisza i pustka. Kontynent Gracji nigdy nie cieszył się zbyt dużą popularnością, jednak Jenova i jej kompanii mieli nadzieję, że spotkają tu kogoś, kto pomoże im znaleźć właściwą drogę do kryjówki bestii odpowiedzialnej za liczne zaginięcia podróżników i zaginionych w gęstej mgle wędrowców. Postanowili się rozdzielić i poszukać jakichkolwiek śladów życia. Podzielili się więc na trzy grupy. Jenova i Melodia poszły przeszukać region niedaleko portalu do Aerial Kleft, Coronius i Verdish wyruszyli na niższe piętro, Rion natomiast udał się w stronę przeciwną od portalu do którego poszła Jenova, za nim ruszyła Adelaide.
Przeszukując tak wszystkie zakamarki, Rion i Adelaide dyskutowali przy tym o planach na przyszłość, jednakim dalej wędrowali tym większą pustkę spostrzegali. Zatrzymali się więc na chwilkę rozmyślając co będzie jeśli nikogo tutaj nie zastaną.
Jednak ciszę przerwały nawoływania Verdish. Ruszyli więc szybko wyżej. Okazało się że znaleźli oni statek wraz z jego kapitanem - małym siwobrodym krasnoludem o imieniu Merist. Gdy już wszyscy zebrali się na pokładzie karzeł zaprosił bohaterów na posiłek i w międzyczasie opowiedział o legowisku potwora, z którego jeszcze nikt nie wrócił żywy. Bestia nazywana była Tiatem i zamieszkiwała niejaki Seed of Destruction.
Jenova postanowiła nie tracić czasu, poderwała się z miejsca i zapytała krótko czy krasnolud pomoże dostać się jej i towarzyszom do tej lokacji, gdyż jest to nie cierpiąca zwłoki sprawa do załatwienia. Merist początkowo kategorycznie odmawiał, chcąc oszczędzić siebie i ich przed śmiercią. Jednak widząc, że ani elfka ani jej kompani nie mają zamiaru zrezygnować z tej niebezpiecznej wyprawy, ostatecznie zgodził się.
Po kilku minutach, statek powietrzny był gotowy do lotu, załoga zajęła miejsca i wystartowali z dużą prędkością w kłębiące się chmury. Okręt objął kierunek zachodni, minął Aerial Kleft a następnie wzbił się wyżej. Im dalej się przemieszczali tym mocniej niebo czerwieniało, pojawił się również zapach siarki. Panowała cisza, która nie podobała się Rionowi, pozostali bowiem nie zwracali uwagi na to co działo się wokół, byli zajęci rozmową. Rion wyczuwał w pobliżu coś złego. Ścisnął w dłoni łuk, jednocześnie sięgając drugą ręką do kołczanu. Rozejrzał się badawczo wokół. Nagle usłyszał przeraźliwy skrzek, szybko spojrzał w górę, zobaczył dziwnego stwora przypominającego ogromne ptaszysko. Mroczny krzyknął ostrzegawczo do kompanów. Nie tracąc czasu aż przygotują się oni do walki szybko naciągnął strzałę na cięciwe łuku, kierując ją w serce mutanta. Wystrzelił. Stwór zawył głośno jednak nadal nie zmieniał kierunku lotu prąc prosto na pokład. Elf chwycił kolejną strzałę, tym razem wycelowaną w głowę potwora, puścił cięciwe, strzała świsnęła i wbiła się głęboko w czaszke mutanta. Ten zawisnął na chwilę w powietrzu, zaczął tracić wysokość, pikując z coraz większą siłą w końcu z impetem uderzył o pokład statku roztrzaskując podłogę.
-Cholera! - krzyknął Merist - cholera, mój statek!!! Zapchlone ptaszysko! Wiedziałem, że to się tak skończy! Wracajmy Jenovo, proszę wracajmy do Kucereus Base!
-Nie, Merist - odpowiedziała spokojnie Jenova - musimy dotrzeć do Seed of Destruction, żaden stwór nas nie powstrzyma, choćby miało ich być nawet milion...
Krasnolud spojrzał na Riona, spokojnie zrzucającego martwego mutanta przez burtę w otchłań, potem na pozostałych w wkońcu i na Jenove. Bezradnie machnął ręką, westchnął i skierował statek na Seed of Destruction.

Artur

  • Moderator
  • *
  • Posts: 358
  • Rec's: -25
Re: Opowiadania z eventu (25.11.13)
« Reply #1 on: December 02, 2013, 02:25:09 PM »
2/3

Na dalszej drodze nie napotkali już żadnych przeszkód. Nagle zza chmur siarki wyłonił się zarys ogromnej wieży wspartej na długiej konstrukcji. Szczyt posiadał trzy długie balkony wyglądające jak uzębione paszcze smoków oraz tak samo wyglądające wejście do wnętrza. Statek przybił do przystani. Siedmioro bohaterów wyszło na "ląd". Jenova kazała Meristowi zostać na pokładzie, by w razie niepowodzenia mogli szybko odlecieć. Szóstka Aniołów Śmierci ruszyła przed siebie w głąb okrutnie śmierdzącej gardzieli. Znalezli się przy portalu, za pomocą  którego dostali się do środka Seed of Destruction. Krocząc przed siebie doszli do wielkiej komnaty z kilkoma korytarzami oraz z ogromnym czerwonym kryształem w centrum. Stali tak przez chwilę, zastanawiając się, którą drogę wybrać. W pewnym momencie Adelaide przyglądając się z podziwem kryształowi dotknęła na chwilę jego powierzchni. W tej chwili rozbłysnął on rażącym światłem a wszystkie drzwi zamknęły się z trzaskiem odcinając bohaterom jakąkolwiek drogę ucieczki. Po komnacie rozległ się szczęk metalu i dźwięk kroków.
-Szlag! - krzyknął Rion ściągając z pleców miecze - zbliża się do nas jakaś setka potworów i to znacznie większych od tego, którego zabiłem po drodze!
-Mamy niewiele czasu - stwierdziła Jenova - szybko przygotujmy się do walki!
Elfka wyciągnęła swoją różdżkę, unosząc się lekko nad ziemią zatoczyła okrąg wokół osi i wyśpiewała pieśni wspomagające. Verdish zaczęła wypowiadać różnego rodzaju zaklęcia ofensywne i ochronne, które miały ułatwić walkę poprzez powiększanie zdolności obrony i ataku oraz szybkości. Rion wirując mieczami w powietrzu rzucił na kompanie tańce wspomagające. Adelaide i Coronius przygotowywali się w skupieniu do leczenia ran odniesionych podczas potyczki. Melodia natomiast czekała na wrogów by przywitać ich swoją magią ofensywną opartą o żywioł wody.
Nadbiegli wrogowie, była to przynajmniej setka jaszczuroludzi o  cechach smoków, bez ogródek rzucili się na bohaterów, głośno rycząc. Zaczęła się walka, Melodia używając wody uderzała nią w stwory, a następnie zamrażała ją by unieruchomić mutanty i dać czas Rionowi na pokonanie tych, którzy nie ulegli magii. Bitwa przebiegała sprawnie na korzyść Aniołów Śmierci, dość szybko Rion i Melodia uporali się z większością nieprzyjaciół pod aurą leczniczą Adelaidy i Coroniusa oraz pod wsparciem pieśni Jenovy i zaklęciami Verdish.
Kiedy ostatni mutant zginął, wszystkie korytarze zostały ponownie otwarte, co umożliwiało dalszą wędrówkę. Każdy korytarz kończył się pomieszczeniem z kryształem, którego strzegł
oddział jaszczuroludzi. Każdy też został oczyszczony z potworów a kryształ zniszczony, kiedy został już tylko jeden korytarz, cała szóstka ruszyła w jego głąb. Idąc zakręconymi ścieżkami w górę i zabijając kolejne szkarady wkońcu dotarli do wielkich wrót szczelnie zamkniętych, które mimo starań Riona i pozostałych nie otwarły się. Wtedy Melodia chwyciła za różdżkę wypowiedziała zaklęcie, które uderzyło w drzwi z taką siłą, że rozwarły się one szeroko i głośno, ukazując wielką salę tronową. Cała szóstka weszła do środka i znieruchomieli. Na samym końcu sali znajdował się ogromny tron, na którym siedziała całkiem normalnie wyglądająca kobieta, przy tronie zaś klęczało kilkanaście mutantów oddając jej hołd. Kiedy tylko bohaterowie zostali zauważeni przez ów kobietę, wydała ona rozkaz do ataku. Wszystkie stwory natychmiast rzucily sie na  intruzów, wywiązała się walka. Jednak zdolności uzdrowicielskie Adelaidy i Coroniusa, a także pieśni  i tańce wojenne Jenovy i Riona w połączeniu z magią ofensywną Melodii i wsparciem magicznym Verdish sprawiły ze potwory prędko ginęły jeden po drugim. Gdy pierwsza fala została pokonana, bohaterowie zblizyli się na odległość 50 stóp od tronu szykując się do dalszej szarży.
- Dość! Zostawcie moje dzieci - krzyknęła kobieta - cholerne robaki, które myślą, że wszystko im wolno, zapłacicie mi za to!!!
W tej chwili ziemia zatrzęsła się mocno, tak że bohaterowie ledwo utrzymywali równowagę, kobieta a właściwie czarownica przeistoczyła się w ogromnego smoka, którego przekrwione ślepia pałały żądzą zemsty i zabijania.

Artur

  • Moderator
  • *
  • Posts: 358
  • Rec's: -25
Re: Opowiadania z eventu (25.11.13)
« Reply #2 on: December 02, 2013, 02:25:32 PM »
3/3

- Zapłacicie!!! - ryknął smok - Zginiecie jak wszyscy inni , którzy odważyli się zabijać moje dzieci dla uciechy...
Bestia ruszyła do ataku, taranując, drapiąc pazurami i wymachując ogonem. Jednak Coronius przywołał magiczną aurę chroniącą ich przed jego atakami. Jedynie Rion wirował wokół ze swoimi mieczami i ciął głębokie rany na nogach potwora zwinnie unikając jego kontrataków. Tiat zawył donośnie jednak nie upadł a jedynie wsparł się łapą o ziemie, niespodziewanie uderzając drugą Riona, który z impetem uderzył w ścianę i upadł.
-Rion! - krzyknęła Adelaide ze łzami w oczach - nic ci nie jest???
-Nie dramatyzuj kobieto... - spokojnie odpowiedział Rion zbierając się z ziemi w dość efektowny sposób. Chwycił łuk po czym machnął ręką w strone Jenovy, ona kiwnęła głową i oślepiła smoka bardzo jasną falą światła, wtedy mroczny wbiegł prędko po ogonie a następnie po plecach wspiął się na głowe potwora, wyciągnął trzy strzały, naciągnął mocno cięciwe i strzelił prosto w podstawe czaszki. Tiat zawył, zachwiał się ale nadal pałał chęcią zemsty. Zaatakował po raz kolejny już nie co słabiej ale nadal zdecydowanie aby zabić. Jednak i tym razem jego szarża została przerwana przez połączone siły Melodii i Riona. Siły opuszczały Anioły, jednak zawzięcie dążyli do samego końca. W końcu po kolejnych udaremnionych szarżach smok runął na posadzkę, wyjąc żałośnie i dysząc. Po chwili potwór zniknął - czarownica wróciła do swojej ludzkiej postaci, wskazała Jenovie i pozostałym wielką skrzynie, po czym zmarła.
Rion na skinienie przywódczyni ostrożnie podszedł do skrzyni i otworzył ją. W środku znajdowała się adena oraz różnego rodzaju eliksiry i bronie. Szóstka bohaterów zabrała łup na pokład statku Merista i wszyscy razem odlecieli do Kucereus Base a stamtąd na kontynent Aden, gdzie powrócili do swoich dawnych obowiązków czyli walk z wrogimi klanami i mniejszymi potworami.
Rion i Adelaide pobrali się, Jenova została jedną z najbardziej znanych postaci na kontynencie tak samo jak Coronius i Melodia. Verdish natomiast spotkała sympatycznego kamaela z którym wkrótce również się ożeniła.
A kontynent Gracja dzięki naszym bohaterom został uwolniony od potwora siejącego śmierć, dzięki czemi Merist miał dużo pracy jako kapitan statku.

 
Wybaczcie, że takie długie :P Nigdy nie potrafiłam się streszczać.
Z dedykacją dla moich przyjaciół ;* :)

Artur

  • Moderator
  • *
  • Posts: 358
  • Rec's: -25
Re: Opowiadania z eventu (25.11.13)
« Reply #3 on: December 02, 2013, 02:29:10 PM »
Autor: Blizzer

1/2

Historia ta miała miejsce przed wieloma wiekami, kiedy na świecie przebywały jeszcze smoki i różnego rodzaju demony, a magia nie została zapomniana. Jej bohaterem jest bezimienny wojownik, którego losy zostały spisane przez jednego z jego wiernych kompanów, a księga z owymi zapiskami, chociaż nie w całości, przetrwała do czasów dzisiejszych.
Wspomniany bohater żył w czasach, kiedy jedynym znanym i zamieszkałym kontynentem było Aden, ze stolicą noszącą tę samą nazwę. Świat pogrążony był w chaosie, różnego rodzaju klany i sojusze starały się przejąć kontrolę nad możliwie największą liczbą miast i terytoriów. Wtedy to bliżej nieznany wojownik pokonał w walce przywódcę trzeciego co do wielkości klanu, panującego w mieście Giran. Wydarzenie to było dość nieoczekiwane, ponieważ pokonany uchodził za jednego z najsilniejszych rycerzy, którego główną zaletą była niebywała odniceość. Jednak nasz bohater, bo o nim mowa, wykształcił nowy styl walki, opierający się na szybkości i zwinności. Jego ulubioną bronią był sztylet, który po setkach wygranych pojedynków otrzymał przydomek 'demoniczny'. Po walce zwycięzca przejął rządy nad klanem, wprowadzając szereg zmian w jego strukturach, które ku ździwieniu członków przyczyniły się do jego wzmocnienia, a co za tym idzie przyciągały rzeszę nowych rekrutów, jak również sojuszników. Jednak aby całkowicie zdominować kontynent nasz bohater potrzebował sporej ilości złota, które chciał
przeznaczyć na uzbrojenie swoich podwładnych. Szukając inspiracji spędzał wiele czasu w przyświątynnej bibliotece. To właśnie tam natrafił na pewną legendę, która rozpisywała się o mitytcznym smoku, Antharasie. Według przekazu był on po stokroć większy od regularnych gadów widywanych na kontynencie, a jego siła miała być niezmierzona. Jego legowisko miało znajdować się w grocie za, nota bene, Smoczą Doliną. Jednak aby dostać się do groty trzeba było posiadać kamień runiczny, którego stworzenie wymagało wielu unikalnych składników z różnego rodzaju potworów zamieszkujących kontynent. Dowiedziawszy się o tym bohater wyruszył w długą podróż, szukając potworów podanych w księdze. Chociaż wyprawa ta zajęła mu cały rok, zdołał on uzbierać wszystkie elementy, które zaprzyjaźniona czarodziejka, a zarazem obiekt jego chędożnych myśli, przetworzyła na kamień uprawniający do wejścia do groty Antharasa.

Artur

  • Moderator
  • *
  • Posts: 358
  • Rec's: -25
Re: Opowiadania z eventu (25.11.13)
« Reply #4 on: December 02, 2013, 02:29:50 PM »
2/2

Dzielny wojownik zebrał więc wszystkich swoich klanowiczów i sojuszników, prowadząc ich na wyprawę w nieznane. Tylko dzięki swojej charyzmie i niebywałej sile zdołał przekonać ludzi, aby poszli wraz z nim. Po niezbyt długiej podróży wszyscy stanęli przed magicznymi wrotami, które wkrótce miały zostać otworzone. Wtedy to stała się rzecz niebywała - poprzez błąd w zapiskach bohater myślał, iż tylko jeden kamień wystarcza do otworzenia wejścia, jednak za sprawą smoczej magii kamień teleportował tylko jego posiadacza do wnętrza. Uczestnicy wyprawy zamarli, kiedy sprzed oczu zniknął ich ukochany lider. Czarodziejka, która szybko pojęła co się stało
zaczęła uspokajać wzburzony tłum, nakazując im wrócić do miasta i czekać na dalsze wieści. Sama zaś została przed bramą, czekając na bohatera, którego również z chęcią by wychędożyła. Ale wracając do naszego wojownika: po przeniesieniu do wnętrza groty jego obliczu ukazał się przeogromny gad, plujący ogniem i ... przekleństwami. Okazało się, że jako legendarne stworzenie Antharas znał mowę ludzką,
ale miał skłonności do obrażania i drwienia z ludzi, a na domiar złego siał zgorszenie wśród dorastających dziewic. Dlatego też najstarsi czarodzieje (skrycie najwieksi zboczeńcy i koniobijcy) postanowili zamknąć go z daleka od ludzkości, aby zadowolić władających światem Świadków Shillien, zwanych potocznie kociarzami. Tak więc głupi smok dał się zwabić do groty, w której został zamknięty. Dlatego też widząc naszego bohatera Antharas bardzo się wkurzył. Od razu chciał go zabić, jednak dzielny wojownik wdał się w nim w sprytną dysputę, która doprowadziła go do zawarcia zakładu ze smokiem. Polegał on na partyjce w makao. Otóz ten, kto wygra rozdanie będzie mógł wyjść z groty, korzystając z kamienia runicznego, posiadanego przez bohatera. Jeśli wygra bohater dodatkowo będzie mógł zabrać ze sobą
całe złoto, które Antharas kopał z nudów przez setki lat. Doszło więc do zażartej walki, ponieważ sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Po wielu godzinach przerzucania kart naszemu bohaterowi dopisało szczęście - dostał króla pik i kier, ostatecznie dobijając smoka 10 ekstra kartami. Rozwścieczony Antharas próbował się jakoś wykręcić, ale dzielny wojownik szybko podbiegł do skrzyń i użył kamienia. Jednak zanim zniknął w portalu obiecał podsyłać smokowi Kransoludzkiego Playboya. Po przejściu przez portal bohater znalazł się spowrotem u wejścia, gdzie czekała na niego czarodziejka, która na widok ogromnej góry złota zrobiła się wilgotna. W nagrodę za wiarę w niego i oczekiwanie bohater obiecał się z nią ożenić, ale najpierw ruszyli spowrotem do Giran. W dźwiękach chwały bohater powrócił do swojego zamku, wykorzystał zdobyte złoto i definitywnie rozprawił się z wszystkimi wrogami. Przejął w ten sposób panowanie nad całym kontynentem Aden, wszystkich retardów kazał zamknąć w lochach, a sam zajął się obracaniem swojej czarodziejeczki.
~fin

Artur

  • Moderator
  • *
  • Posts: 358
  • Rec's: -25
Re: Opowiadania z eventu (25.11.13)
« Reply #5 on: December 02, 2013, 02:30:52 PM »
Autor: gizzmo1983PL

1/1

Jak każda żyjąca istota miała swoje potrzeby i marzenia. Jednym z jej największych było pokonanie zagrażającego jej światu potężnego smoka Antharasa. Wiedziała, że do osiągnięcia celu czeka ją długa, bardzo wyboista droga i do tego pod górę. Cel ustawiła sobie będąc jeszcze dzieckiem, zwycięstwo to mogło dać jej szansę objęcia całkowitej władzy nad Aden, nad miastem/państwem w którym mieszkała i które zawładnęło jej mrocznym sercem. Cała wiedza jaką posiadała jako Stormscremer nie wystarczyła by do powalenia tego strasznego potwora. Musiała znaleźć sojuszników i zdobyć do zwycięstwa niezbędne przedmioty z pomniejszych potworów takich ja Zaken- mroczny widmowy kapitan mieszkający na opuszczonym statku, Bajum-olbrzymi strażnik Tower of Insolence, czy Ant Quin- wielkiej mrówczej królowej. Każde z nich posiadało fragment najbardziej niesamowitej biżuterii, zwanej wśród wtajemniczonych Boss. Dwóch brakujących do kompletu magicznego naszyjnika strzegł potężny smok Valakas, smok ognia ogromnie groźny oraz wcześniej już wspomniany Antharas. Liriel wiedziała że aby chociaż zbliżyć się do Antharasa musi ale to koniecznie musi zdobyć chociaż trzy części Boss biżuterii. Zdecydowała się skrzyknąć drużynę składającą się z magów wszystkich żywiołów. Początkowo założyła że dla pomyślnego przebiegu jej misternie utkanego planu, wystarczy 20 członków. Po znalezieniu i sprawdzeniu wszystkich towarzyszy wyruszyli po zdobycie pierwszej części magicznego kompletu biżuterii do Ant Nest. Gniazda wielkiej mrówczej królowej.  Doszli do gigantycznego mrowiska, naszą bohaterkę ogarnęło wielkie przerażenie na samą myśl wejścia pod ziemię aby zmierzyć się z Królową.  Początkowo zaczęli gubić się w podziemnych poplątanych korytarzach. Postanowili więc wrócić do początku i skorzystać ze sposobu jaki znali legendy mówiącej o zabiciu Minotaura. Postanowili spruć jedną z zapasowych rękawic zahaczając jej początek na wejściu do mrowiska. Rozpruwanie tej rękawicy krok za krokiem, uniemożliwiało im zagubienie się w poplątanych korytarzach podziemnej twierdzy. Po żmudnym i długim marszu nareszcie doszli do legowiska ogromnego owada. Mieli szczęście antyczna królowa spała. Postanowili wokół niej zastawić magiczne pułapki, aby w razie przebudzenia, nie zdążyła dobiec do żadnego z nich. Po wykonaniu zaplanowanej pracy ustawili się wokół niej i rozpoczęli zmasowany jednoczesny atak. Każdy z drużyny używał takiego rodzaju magii jaki zadawał wrogowi największe obrazenia. Ant Quin otrzymywała ciosy wodą, ogniem, wiatrem jak również takie zabierające jej energię życiową. Mimo ponad 20 ataków jakie otrzymała królowa w początkowej fazie walki, nie wyglądała na ciężko ranną. Jej wielki odwłok zaczął wolniutko podnosić się z legowiska. Przerażeni magowie wiedzieli że szykuje się do ataku. Poczęli czym prędzej odnawiać czary aby zaatakować ponownie. Jeden z nich nie miał szczęścia schwycony w pysk wielkiej bestii został przez nią pożarty. Atakowali nadal, czując smutek po towarzyszu który ich opuścił, wiedzieli jednak że nie mogą się teraz poddać. Biegając w koło po grocie uchylając się przed atakami rozwścieczonego owada, atakując w każdej możliwej chwili zorientowali się, że owa gonitwa bardzo męczy królową. Zdecydowali się przyśpieszyć, poruszając coraz szybciej i przyzywając pomocników z innego planu astralnego aby ją rozproszyć. Dopiero pod koniec walki, Liriel przejęła dowodzenie, wykrzykując do swojej drużyny polecenia z jakich konkretnie czarów właśnie powinni skorzystać. Wygrali walkę, ogromny odwłok Mrówczej Królowej z łoskotem uderzył o ziemię. Liriel wyciągnęła z przybocznego pasa miecz, udała się do zwłok i zaczęła rozcinać odsłonięty brzuch. W powstałą dziurę wsadziła rękę i po omacku szukała magicznego pierścienia, który po chwili znalazła. Zdawała sobie sprawę, że pokonany właśnie potwór był najsłabszy z tych z którymi zamierzali się zmierzyć, a już stracili jednego ze swoich. Pomimo poniesionej straty nie chciała zboczyć teraz z wcześniej obranego kursu. Już czuła jaką moc daje jej pierścień, a pomyśleć tylko co dadzą jej kolejne artefakty.

 

Back to top